|
Drzwi otworzyły się z przeraźliwym zgrzytem, na dźwięk którego pewna niewiasta, żona zapewne, posłała oberżyście mordercze spojrzenie. - W zeszłym tygodniu miałeś je naoliwić, prawda? - powiedziała nadspodziewanie łagodnym, nielicującym z wyrazem twarzy, głosem niewiasta. Karczmarz jednak nie dał się tym zmylić i błagalnie odrzekł - Jutro z samego rana, kochanie. Do tawerny Wavecrest powolnym krokiem wszedł znużony wędrowiec. Młody, co najwyżej dwudziestokilkuletni, szczupły, ale silny. Pewny siebie, ale jednocześnie trochę onieśmielony. Zmęczonym wzrokiem uważnie rozejrzał się po sali. - Zamknij, ku**a, te drzwi. Wieje jak cholera - burknął siedzący najbliżej wejścia rudobrody krasnolud. - Wybacz - odpowiedział wędrowiec. Zamykaniu drzwi towarzyszył ten sam dźwięk, co otwieraniu. Niewiasta o słodkim głosie i palącym spojrzeniu znacząco chrząknęła w stronę męża. - Kochanie, to może od razu je nasmaruję? - wyjąkał karczmarz. Ledwie kilka głów podniosło się by popatrzeć na wchodzącego. Grupki znajomych, zajęte omawianiem ostatniej wyprawy po skarby i chwałę czy też planowaniem następnych wypraw wydawały się wcale nie dostrzegać naszego bohatera. Trochę tu pusto - pomyślał przybysz - ale przynajmniej spokojnie. Rozglądając się uważnie po sali nie stwierdził istnienia wyraźnego podziału na frakcje. - Inaczej niż w Azeroth - pomyślał. Brakowało również wszechobecnych żebraków proszących o trochę złota, nie było nachalnych sprzedawców kradzionego towaru. - Taborei też to nie przypomina. Ciekawe, ciekawe. Jako pierwszy tajemniczym przybyszem zainteresował się karczmarz. Podbiegł z pośpiechem i wycierając ręce w przybrudzony fartuch zapytał - Co podać szanowny panie? - Ani panie, ani szanowny. A podać rum, najlepszy - odparł pewnym głosem zapytany, jednocześnie modląc się w duchu żeby wystarczyło mu pieniędzy na pokrycie rachunku. - Czy to nie pan - widząc zmarszczone brwi gościa, karczmarz natychmiast się poprawił - przepraszam, wy, przepraszam, jak właściwie nazywać? - Dormidor. - Dormidor? Czy to nie wy zrobiliście porządek w krypcie Heytonów? - Ja. Coś nie tak? - Nie skądże. Cała wioska jest wam bardzo wdzięczna. Dziękujemy. A! rum - przypomniał sobie o zamówieniu - już podaję. Na koszt firmy! - dodał z uśmiechem. Kiedy właściciel karczmy podawał trunek przybysz zagadnął: - Gospodarzu, jak właściwie nazywa się ten świat? - Świat? To wszystko dookoła, znaczy się? No, jak to "jak"? To Eberron! Czując, za sprawą wypitego rumu, przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele, Dormidor pomyślał: - Eberron, ciekawa nazwa. Z daleka czuć tu niebezpieczeństwa, ale również sławę i bogactwo. Eberron... Eberron, nowy świat, nowa przygoda. A zatem Dormidorze, witaj w Eberronrze - szepnął na głos. - Nawet się rymuje - zaśmiał się rudobrody krasnolud siedzący najbliżej wejścia. No tak, nie tylko elfy mają świetny słuch.
|